Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Manicure hybrydowy

    http://s6.ifotos.pl/img/Bez-nazwy_enhahhn.jpg

  • Makijaż 'Kobieta XXIVw'

    http://s6.ifotos.pl/img/Bez-nazwy_exersrq.jpg

Będzie to chyba jedyny post związany z włosami jaki u mnie przeczytacie ;) I choć wszyscy zapewne znacie tę szczotkę postanowiłam napisać o niej swoje dwa słowa :)

Szczotką Tangle Teezer czeszę się od 2 lat i muszę przyznać, że fantastycznie rozczesuje zarówno krótkie jak i naprawdę długie włosy, delikatnie, bezboleśnie, bez ich szarpania i wyrywania. Nie ciągnie, nie elektryzuje, poradzi sobie nawet z najbardziej zaplątanymi pasmami.
Szczerze mówiąc przed zakupem długo się wahałam, ale teraz nie zamieniłabym jej na żadną inną :)
Cena ok 50zł


Dobrze dopasowuje się do dłoni, niestety kilka razy zdarzyło mi się ją upuścić na podłogę mimo to nic się nie stało.




Zewnętrzne ząbki lekko się powyginały, ale nie czuć różnicy w czesaniu.
I nigdy nie kładę jej na ząbkach, tylko na wierzchniej stronie.
Czytałam, również że można ją otworzyć (czego nigdy nie próbowałam) i przechowywać w środku np gumki. 



Niestety można natkać się na podróbki. Z tego co się orientuję oryginalna wersja ma wypukły napis: TANGLE TEEZER i Shaun P. jeśli chodzi o starą wersję szczotki. Ale UWAGA nowa wersja  szczotki nie posiada napisu Shaun P. natomiast różni się kształtem i ma większą powierzchnie czesząca.
Tutaj możecie się zorientować.

  
W razie uwag lub pytań - piszcie! :)
Pokaże Wam dzisiaj zdjęcia pazurków, które zrobiłam chyba jeszcze przed założeniem bloga :)
A konkretnie chciałam Wam przedstawić 2 lakiery.

Inglot - jakby pomarańcz z lekkim złotym shimmerem. Nie będę się o nim rozpisywać bo spisuję się dobrze jak każdy inny lakier tej firmy, którym miałam przyjemność malować :)

Rimmel (Salon Pro with Lycra).  Ładny wygląd buteleczki i szeroki pędzelek, którym dobrze się maluje to chyba jedyne jego plusy, które dostrzegam. Konsystencja, wysychanie i trwałość wypadają średnio, nie jest źle ale nie jest też rewelacyjnie. Największym minusem jest słabe krycie. Na zdjęciach widzicie 2 warstwy, w rzeczywistości wygląda to jeszcze gorzej. Lakier nie należy do najrzadszych więc już nie chciałam nakładać 3 warstwy. 
Być może to wina jasnego koloru, nie wiem, bo jest to jedyny lakier z tej serii z którym miałam przyjemność.

Oceńcie same :)
 
  
Dziewczyny wiecie co... chyba mam jakąś słabość do Inglotów ;)
Dziś chcę Wam pokazać jednego z nich, który niespodziewanie mnie zauroczył. "Niespodziewanie" bo raczej lakiery w takich odcieniach nie specjalnie lubię nosić na pazurkach. A jednak ten przyciągną moją uwagę :)
Chociaż muszę się Wam przyznać, że na stopach bardziej mi się podoba niż na dłoniach.

Lakier rozprowadza się fantastycznie, mimo dość rzadkiej konsystencji nie zalewa skórek. Potrzebuje przynajmniej 2 warstw, o 1 nie ma mowy, mazaje, prześwity i wogóle. Wysycha dość szybko. Pędzelek standardowy, bardzo dobrze się nim manewruje.

Plus szybkie maźnięcie pędzlem z drobinkami Wibo. Nie przykładałam się do tego specjalnie więc proszę o wyrozumiałość ;)


 Macie jakieś plany na dłuuugi weekend?
:)
Hej Kobietki!
Przygotowałam dziś dla Was pielęgnacyjny post.
Zaprezentuję Wam moją domową kolekcje masek algowych z Bielendy.

Żeby nie zanudzić Was ilością tekstu nie będę się rozpisywać, zainteresowanych serdecznie zapraszam tutaj, gdzie maski są fantastycznie opisane - ich przeznaczenie, działanie, skład.
W skrócie powiem Wam, że skóra pozostaje nawilżona, wygładzona, podrażnienia złagodzone i ponadto każda z masek przystosowana do konkretnego rodzaju cery spełnia swoje zadanie. Używam ich nie od dziś i naprawdę wiem co mówię.

Cena ok 50zł / 500ml / 190g

Maski kupiłam sama normalnie w hurtowni, od nikogo ich nie dostałam w celu testowania.









Maski mają postać drobnego proszku, który po złączeniu z wodą tworzy masę o gęstej konsystencji.
Mieszam w proporcji: 1,5 miarki proszku, wody dodaję na oko, ale myślę, że wychodzi ok 2 miarek.
(poniżej maska czekoladowa)





Gładką masę nakładam na twarz, od razu po rozrobieniu (!) Wcześniej warto zrobić chociaż najzwyklejszy peeling by przygotować skórę do przyjęcia składników aktywnych.


 Pozostawiam na ok 15-20 min. Zdejmuję. 



Bardzo chcę Wam pokazać jakiś zabieg z ich wykorzystaniem ale to może za jakiś czas :)

Zapraszam Was również do polubienia mojej strony na Facebooku :)
 To był szalony tydzień w pracy, klientki pchały się drzwiami i oknami ;) dlatego nie miałam czasu na pisanie choć zdjęcia czekają na publikacje.

Wiecie co ostatnio mi się spodobało?  Połączenie czerwieni z brązem. Wcześniej nigdy nie zmieszałabym tych kolorów ze sobą, dopóki klientka nie poprosiła o taki makijaż. Ciekawie to wygląda.
Dlatego postanowiłam pokazać Wam paletkę Inglota w tych właśnie odcieniach oraz dodatkowo dwa inne, które również bardzo lubię i najczęściej używam w wykonaniu swojego makijażu.

Cienie są świetne, jestem z nich zadowolona i nie mam żadnych zarzutów, więc bez zbędnych słów zostawiam Was z fotkami :)







Lakier o piaskowej fakturze, który zauroczył mnie od pierwszego spojrzenia. 
Co urzekło mnie najbardziej? Drobinki, które pod słońce mienią się niesamowicie!
 (co oczywiście ciężko uchwycić na zdjęciu)

Konsystencja jest w porządku, bardzo fajnie rozprowadza się po płytce paznokcia. Potrzebuje 2 warstw, po jednej jest zbyt blady. Zaskoczyła mnie szybkość schnięcia, co prawda nie wysycha od razu ale po paru minutach spokojnie mogę funkcjonować. Jeśli chodzi o zmywanie, spodziewałam się, że będzie gorzej jednak w miarę łatwo się zmywa, nie trzeba się męczyć jak np. przy brokacie.
Wykończenie matowe.
Jedynym minusem jest pędzelek. Lubie szerokie pędzle ale ten jest zdecydowanie za szeroki do moich wąskich paznokci, przez co trochę ciężko mi nim manewrować przy skórkach. Dla innych pędzelek tego rozmiaru może być zaletą.
No i cena 30zł - wydaję mi się lekką przesadą.

Moje kolory to DESTINY i DAHLIA.

Co mnie skłoniło do jego zakupu? Obietnica matowienia i zawartość kwasu hialuronowego,
ale też pojemność 50ml w cenie około 36 zł. Flakonik również skusił mnie swoim wyglądem :)

Mój odcień - 20 porcelanowy.
Na początku byłam z niego bardzo zadowolona, głownie dlatego, że idealnie wtapiał się w skórę. Jednak po pewnym czasie zaczął ciemnieć. Mam wrażenie, że teraz na twarzy mam inny odcień - ciemniejszy właśnie.
Efekt matowienia też nie jest długotrwały (muszę mu pomóc sypkim pudrem) a i sam podkład nie utrzymuje się cały dzień. Może poprostu lato mu nie sprzyja?

Zalety? Na pewno jedną z nich jest przyjemny zapach. Podkład nie jest ciężki, mimo że jego konsystencja może wydawać się gęsta. Ani nie zapycha, ani nie wysusza mojej mieszanej cery. Krycie również jest dobre. Dużym plusem jest pompka (!)

Jest to podkład bardziej do wklepywania niż rozsmarowywania, ponieważ dość szybko 'zastyga'.

Jednak minusy, od których zaczęłam nie są aż tak złe, żebym przestała go całkowicie używać. Myślę, że będę musiała dokupić jasny odcień by je razem mieszać i wykorzystam go do końca.



Jak na początkującą blogerkę wogóle się nie wykazałam, wiem, częstotliwość moich postów jest beznadziejna. Tak samo jak i odwiedzin u Was :(
Niestety praca do wieczora i wyjazd za granice w ostatnim czasie jakoś nie sprzyja prowadzeniu bloga, mimo że bardzo chcę.
Może uda mi się to Wam wynagrodzić różami które chcę Wam dziś przedstawić.

Nie bez powodu INGLOT jest na samym początku, jest to chyba najpiękniejszy odcień różu z jakim się kiedykolwiek spotkałam. Zrobiłam zdjęcia pomalowanych nim pazurków ale niestety nie wiem gdzie przepadły :( nadrobię to następnym razem :)


EVELINE, ten odcień również przypadł mi do gustu. Zapewne jeszcze nie raz będę go nosić na paznokciach.


CELIA, na szalone wakacje - idealny.

 REVLON, na zdjęciach wpada bardziej w czerwień, jednak w rzeczywistości wygląda na przełamany różem.


 Nie jestem różową lolitką ;) jednak na paznokciach uwielbiam kolor różowy. Kiedy wybieram się do drogerii z zamiarem zakupu innego koloru i tak przeważnie wychodzę z różem ;)